Arrivabene jednak nie jest śmieciuchem

Od kilku dni mówiono, że Maurizio Arrivabene został zatrzymany przez singapurską policję i ukarany mandatem za śmiecenie. A wszystko przez niedopałek papierosa rzucony na chodnik. Ciekawe czy Marlboro? 🙂 Dopiero wczoraj wszystkie plotki zostały oficjalnie zdementowane.
 
Ostatnia sobota była dla Ferrari fatalna. Najpierw problemy Sebastiana Vettela w kwalifikacjach do Grand Prix Singapuru, a kilka godzin później wiadomość o aresztowaniu szefa zespołu. Jako pierwsze newsa o ukaraniu Arrivabene za śmiecenie podały dwa hiszpańskie dzienniki – ABC  oraz Marca. Podobno szef Ferrari został ukarany mandatem w wysokości 1000 dolarów singapurskich oraz spędził aż 6 godzin na posterunku policji. A wszystko przez niedopałek papierosa, który rzekomo rzucił na chodnik.
 
Cała historia wydawała się całkiem prawdziwa. Singapur słynie z wyjątkowo ostrych przepisów dotyczących zachowania czystości, a o zakazie żucia gumy słyszał już chyba każdy. Nikogo nie powinien zatem dziwić mandat za śmiecenie. News o zatrzymaniu szefa Ferrari przez policję  dość szybko zaczął pojawiać się w innych mediach. Całej sytuacji komizmu dodaje fakt, że Maurizo Arrivabene pracował wcześniej dla firmy Philip Morris, giganta przemysłu tytoniowego, do której należy marka Marlboro, oczywiście powiązana Ferrari.
 
Niektórym mediom, przez brak oficjalnych komunikatów, ta sprawa nie dawała spokoju. Czyżby chciano zamieść całą historię pod dywan i o niej zapomnieć? Skoro już jesteśmy przy zamiataniu to delikwent złapany na śmieceniu w Singapurze po raz trzeci musi zapłacić mandat i pozamiatać jedną ulicę, a relacja jest emitowana w weekend w TV. 🙂 Dziennikarze Channel NewsAsia skontaktowali się z Singapurską Narodową Agencją Środowiska (NEA), która odpowiada za karanie śmieciuchów. Rzecznik agencji potwierdził, że taka sytuacja nie miała miejsca i wszystkie informacje na ten temat są nieprawdziwe. Dopiero wczoraj głos w sprawie zabrał rzecznik Ferrari, który również zdementował plotki dotyczące ukarania Maurizio Arrivabene.
 
Większość artykułów w Internecie została już skasowana, a w pozostałych pojawiły się aktualizacje o nieprawdziwości historii. A mogło być tak ciekawie… Wyobrażacie sobie wyścig bez szefa zespołu na pit wallu? 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *