Formuła 1 potrzebowała takiego wyścigu, czyli podsumowanie Grand Prix Australii

Prawdę mówiąc dość długo zastanawiałam się nad tytułem tego artykułu, ponieważ do wyboru miałam dwie opcje. Początkowo zdecydowałam się na „Trzej Amigos (znowu) na podium”. No co, tak jest szybciej i wygodniej. Z resztą chyba i tak wiesz, że chodzi o Hamiltona, Rosberga i Vettela. Pomimo tego, że rywalizacja w Australii zakończyła się jak ponad 90% wyścigów w poprzednim sezonie, muszę przyznać,  że warto było wstać w niedzielę o 6. No dobra, przed 7, bo zaspałam (pewnie nie tylko ja!). Jak dobrze, że w Internecie można znaleźć wszystko i nadrobić zaległości.
Postanowiłeś sobie dłużej pospać i sprawdzając wyniki doszedłeś do wniosku, że i tak nic Cię nie ominęło? Mam dla Ciebie smutną wiadomość. Drogi czytelniku, przegapiłeś jeden z lepszych wyścigów F1. Jedynym minusem tego weekendu była fatalna sesja kwalifikacyjna. Jej nowy format jest kompletnie bez sensu – pięć minut przed zakończeniem Q3 ani jeden kierowca nie pozostał na torze, a kibice w Melbourne opuszczali trybuny w ekspresowym tempie. Christian Horner, szef zespołu Red Bull Racing, w jednym z wywiadów powiedział, że fanom należą się przeprosiny za nową, idiotyczną formę kwalifikacji. Pan i władca F1 – Bernie Ecclestone, również przyznał, że sobota była do… Może lepiej jednak nie cytować wulgaryzmów. Prawdopodobnie za dwa tygodnie kwalifikacje wrócą do normy. Oby!
Niedziela rozpoczęła się fenomenalnie – start kierowców Ferrari był perfekcyjny. Niestety nie wszyscy zawodnicy mieli tyle szczęścia – oczywiście w pierwszym wyścigu niektórzy zaliczyli DNF, ale bolid Daniiła Kwiata odmówił posłuszeństwa tuż po okrążeniu rozgrzewkowym. To się nazywa pech. Oprócz płonącego bolidu Kimiego Raikkonena, większości kibiców na pewno zapadnie w pamięć kolizja Estebana Guttiereza i Fernando Alonso. Bolid tego drugiego został kompletnie zmiażdżony – koziołkował w powietrzu i zaliczył uderzenie w bandę. Alonso miał naprawdę niesamowite szczęście, że wyszedł z tego wypadku bez szwanku. W wywiadzie powiedział, że chciał jak najszybciej wydostać się z wraku bolidu, bo wiedział, że wyścig będzie oglądała jego mama i nie chciał jej martwić. Formuła 1 jest niebezpiecznym i wymagającym sportem, ale niektórzy i tak będą twierdzić, że to zwykłe jeżdżenie w kółko. Smażcie się w piekle heretycy!
Po wypadku Alonso na torze pojawiła się czerwona flaga i właśnie w tym momencie Ferrari przegrało wyścig. Strategia Mercedesa okazała się najlepsza i Sebastian Vettel dojechał do mety za dubletem Srebrnych Strzał. Tak naprawdę największym zwycięzcą wyścigu nie był triumfujący Nico Rosberg, ale Romain Grosjean w bolidzie zespołu Haas. Chyba nikt się nie spodziewał, że ich konstrukcja dojedzie do mety. Członkowie amerykańskiego teamu, który w tym sezonie debiutuje w F1, byli w ogromnym szoku, że się to udało, ale w końcu „Have no fear, Haas F1 Team is here”.
Do moich ulubionych momentów po każdym wyścigu zaliczają się konferencje kierowców. Nawet jeżeli atmosfera pomiędzy kierowcami Mercedesa jest wyjątkowo napięta, Sebastian Vettel i tak powie coś głupiego, aby rozweselić towarzystwo. Tym razem wywiady z kierowcami na podium przeprowadzał Mark Webber i byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, że relacja pomiędzy nim i Sebastianem jest naprawdę w porządku. Gdyby okazało się, że żywią do siebie urazę z czasów kiedy jeździli w Red Bullu, rozczarowałabym się. Każdy z nas lubi oglądać rywalizację pomiędzy kolegami z zespołu na torze, ale jeżeli cała sytuacja narasta do takiego poziomu jak kilka lat temu w Red Bull Racing to nie jest to zdrowie. Lewis i Nico chyba powinni wziąć przykład z Webbera i Vettela.
Do Grand Prix Bahrajnu zostały już niecałe dwa tygodnie. Rywalizacja na torze Albert Park pokazała, że tegoroczny sezon F1 będzie naprawdę ciekawy. Nie wiem jak Ty, ale ja nie mogę się doczekać. I jeszcze jedna dobra wiadomość, nie trzeba wstawać o 6, aby oglądnąć wyścig. Światła na prostej startowej zgasną dopiero o 16.

3 komentarze

  1. Jestem z tych co lubią czasem pogdybać. Myślę, że gwoździem do trumny Ferrari był nieudany pitstop Vettela. Te parę sekund i kłopoty z przednią oponą Go pogrążyły. Kto wie jaki był by finał gdyby nie to…:)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *